Uwielbiam używać Linuksa. Cieszy mnie stopień kontroli nad obsługą komputera jaki zapewnia mi Linux, oraz fakt, że mogę precyzyjnie określić sposób, w jaki ma działać mój system. Nie jestem jakimś gościem, piszącym artykuły o Linuksie na Windowsie, lub na Maku. Żyję wyłącznie Linuksem, każdego dnia i robię to od wielu lat.
Mając to na uwadze, postanowiłem postawić się w sytuacji osób, dla których Linux jest czymś nowym czy osób, które przytłacza coś w systemie. Mam nadzieję, że urzeczywistnienie moich pomysłów uczyni Linuksa systemem bardziej przystępnym dla każdego.
- Najpierw skupmy się na zwykłym użytkowniku, a potem na zapaleńcach.
Wielu z was najprawdopodobniej zwróci uwagę, że w 9 na 10 przypadków Google znajdzie odpowiedzi na problemy osób pracujących z Linuksem.
Niestety, nie każdy jest w stanie zadać Google odpowiednie pytanie. Potrzebne jest łatwe w użyciu, oparte o graficzny interfejs, narzędzie do rozwiązywania problemów, które będzie mogło być wykorzystywane do zbierania danych diagnostycznych. Dzięki temu wizyta na różnych forach poświęconych Linuksowi byłaby o wiele bardziej owocna dla wszystkich zainteresowanych.
- Możliwości synchronizacji danych poprzez OTA.
Myślę, że coraz więcej firm (nie tylko Google i Canonical) zmierza w kierunku możliwości synchronizacji danych metodą bezprzewodową (Over-The-air – OTA).
Mimo że Google udało się uprościć proces synchronizacji naszych smartfonów z komputerami z Linuksem na pokładzie, to wciąż smuci fakt, że użytkownicy iPhone’a pozostają często jedną wersję iOSa do tyłu, gdy chodzi o synchronizowanie muzyki.
Jedynym sensownym wyjściem, jakie znalazłem, jest nowa usługa oferowana przez Canonical – hosting muzyki w Ubuntu One. Serwis pozwala mi słuchać muzyki, bez konieczności synchronizacji lokalnej, która zamiast tego działa zdalnie z każdego miejsca, którego tylko chcę.
Problem stanowi fakt, że wersja oprogramowania dla iPhone’a jest we wczesnej fazie rozwoju i nie posiada kluczowych funkcji, takich jak odtwarzanie ciągłe i zarządzanie listami odtwarzania. Wyobraźmy sobie teraz, co by było, gdyby więcej zasobów zostało przeznaczonych na pracę Canonical nad Ubuntu One. Gdy już uporamy się z problemami aktualnie dręczącymi Ubuntu One dla urządzeń mobilnych, możliwości są nieograniczone.
- Mniej polityki wokół oprogramowania.
Opinie – każdy posiada co najmniej kilka, których jest gorącym zwolennikiem. A żarliwe przekonania dotyczące konkurencji FOSS z oprogramowaniem własnościowym zwykle napędzają zasadniczą dyskusję w tym temacie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy te żarliwe kłótnie zniechęcają przeciętnych użytkowników do instalacji Linuksa na swoim komputerze. Większość ludzi spytana na ulicy, nie dba w ogóle o politykę wokół oprogramowania. To co chcą zobaczyć, to sposób w jaki członkowie wspólnoty potrafią współpracować by wspierać siebie nawzajem i na ile użyteczny stał się Linux dla osób chcących spróbować czegoś nowego.
Mimo, że dobrze jest dyskutować nad zaletami oprogramowania FOSS w stosunku do oprogramowania własnościowego, czekam na dzień, kiedy zobaczymy mniej protestów i skarg, a więcej wysiłku w wykazaniu, poprzez czyny, w czym tak naprawdę FOSS jest lepsze.
- Odrodzenie wyspecjalizowanych dystrybucji.
Może się wydawać, że zanim Ubuntu osiągnęło olbrzymi sukces, istniało o wiele więcej wyspecjalizowanych dystrybucji Linuksa. Poczynając od dystrybucji opracowanych dla potrzeb bezpieczeństwa, kończąc na dystrybucjach przeznaczonych dla urządzeń NAS.
Podczas gdy niektóre zachowały się do dziś, nie usłyszymy o ich zaletach z powodu braku informacji w mediach. Wszystko koncentruje się na jednej dystrybucji, spełniającej potrzeby wszystkich użytkowników. Szkoda. Chciałbym bardzo zobaczyć odrodzenie i ponowne skupienie uwagi na dystrybucjach wyspecjalizowanych. Wyobraźmy sobie skierowanie sprzedaży tych dystrybucji do odbiorców korporacyjnych, takich jak stacje radiowe, stacje telewizyjne i inne, gdzie pożądany jest wyspecjalizowany zestaw narzędzi. Udało się tego dokonać w dziedzinie bezpieczeństwa i przechowywania danych w sieci. Zróbmy to samo w pozostałych niszach biznesowych.
- Więcej informacji w mediach na temat dystrybucji innych niż Ubuntu.
Jak można sobie wyobrazić, obecnie trudno jest nie koncentrować się na Ubuntu, pisząc o Linuksie dla komputerów stacjonarnych. Niezależnie od tego, musimy poświęcić więcej czasu na przeszukanie linuksowego ekosystemu by odnaleźć inne możliwości, o których mogliśmy już zapomnieć.
Dlaczego jest to ważne? Postawienie na jedną kartę to działanie przeciwko wszystkiemu co Linux reprezentuje – tj. wolności. Myślę, że pojedyncza dystrybucja Linuksa stanowiłaby zagrożenie dla tej wolności. A możliwa utrata linuksowej wolności niesie ze sobą przykre doświadczenia użytkowników, gdy Ubuntu nie działa tak jak tego oczekują. Jest to problem, któremu musimy stawić czoło, ponieważ już pojawiają się znaki, że szkodzi to wizerunkowi Linuksa jako rozsądnego systemu.
- Po prostu spraw, aby to działało.
Przetestuj wydanie Linuksa przed udostępnieniem go światu. W odróżnieniu od innych dystrybucji, które spędzają więcej czasu w dziale testów, ostatnio Ubuntu pozwolił prześlizgnąć się usterkom, które były wręcz śmieszne.
Na myśl przychodzi chociażby niedawny błąd dotyczący “kafelkowania” w układach graficznych Intel. Chciałbym, aby Ubuntu opracowywano wolniej, i skupiono więcej uwagi na zrobieniu tego dobrze już za pierwszym razem. Mimo, że niektórzy zawsze wskażą istnienie innej dystrybucji, faktem jest, że Ubuntu zbudowało markę, która dziś reprezentuje Linuksa jako całość. Można więc postarać się, i nie ośmieszać innych dystrybucji, prawda?
A jeśli rozwiązaniem ma być używanie jedynie wersji z długotrwałym wsparciem technicznym, to może strona mogłaby to odzwierciedlać?
- CD ze sprawdzaniem zgodności sprzętu.
Przykro mi, ale LiveCD po prostu nie zdaje egzaminu. Nie każdy pamięta o sprawdzeniu każdego urządzenia podłączonego do komputera przed instalacją systemu. A jeśli istnieją sterowniki do problematycznego urządzenia poza dołączonymi repozytoriami, to byłoby świetnie wiedzieć o tym z góry.
Wyobraźmy sobie CD, które po włożeniu analizuje zgodność sprzętu! Mogłoby sprawdzać informację o tym co działa w bazie danych z raportami błędów używając narzędzi takich jak CUPS czy SANE. Nie wierzę, że to wymaga dużo zachodu. Od lat podobna funkcja jest dostępna w innych systemach dla pecetów.
- Stoiska w centrach handlowych i na targach.
Nigdy nie byłem fanem targów rolniczych. Te same stragany, te same zwierzęta, i ci sami sprzedawcy o udręczonym wyglądzie, sprzedający rupiecie, których nikt tak naprawdę nie chce ani nie potrzebuje.
Wyobraźmy sobie teraz na tej samej imprezie stoisko prezentujące MythTV czy, nawet lepiej, Fedorę na nowym laptopie korzystającym z bezprzewodowego, szerokopasmowego łącza. Podłączmy ten komputer do złącza VGA w telewizorze z dużym ekranem, a obiecuję wam, ludzie będą się oglądać na lewo i prawo. Zanim się zorientujemy, ludzie zaczną zadawać pytania i dociekać informacji.
Teraz wyobraźmy sobie, że zrealizują to lokalne Grupy Użytkowników zamiast przeznaczać 100% swoich zasobów na linuksowe imprezy. Jakkolwiek wspaniałe są one, szybciej można rozpropagować Linuksa poszerzając krąg społeczności, porzucając wygodne zaplecze i wychodząc z pokazami linuksowych systemów do ludzi.
- Znaleźć sposób zarobku.
Przykro mi to mówić, ale przyciski “Wesprzyj nas!” to kiepski sposób. Gdy idzie o hobbistyczny projekt, taka opcja jest w porządku. Ale jeśli chodzi o ludzi, którzy naprawdę potrzebują pieniędzy w zamian za wysiłek włożony w rozwój programu, trzeba szukać innych sposobów.
Koncepcja oprogramowania jako usługi (SaaS) to wciąż rozsądny wybór dla wielu projektów open source. Przy innych przedsięwzięciach wystarczy sprzedaż uaktualnianych przewodników. Problemem, w drugim przypadku, staje się jednak kwestia zmian i aktualizacji oprogramowania. Z drugiej strony, jest to doskonała okazja do wprowadzenia odpłatnej formy wsparcia.
W jakikolwiek sposób zostanie to wprowadzone, kluczowym zadaniem jest znalezienie sposobu aby pomóc deweloperom zapłacić rachunki, aby mogli wciąż robić to co kochają. Przycisk PayPala nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę.
- Dokumentacja.
Niektóre dystrybucje radzą sobie z tym lepiej niż inne. Rozwiązanie prawdopodobnie sprowadza się do kwestii omawianej w punkcie 9.
Pomijając kwestię rozwiązania, musimy sprowadzić dokumentację do dzisiejszych dystrybucji na właściwe tory. Na obecną chwilę, jakość dokumentacji do niektórych popularnych dystrybucji (których nazw nie podamy) przedstawia stan rzeczy godny pożałowania. Niektóre trzeba najzwyczajniej spalić i napisać od nowa.
- Poważne podejście do wi-fi.
Mamy już rok 2011, a ludzie wciąż zmagają się z bezprzewodową funkcjonalnością Linuksa. A najśmieszniejsze jest to, że można tego zupełnie uniknąć.
Faktem jest, że nie każdy czip da się łatwo zmusić do pracy. Przykro mi, że muszę to powiedzieć fanom Ndiswrapper, ale po prostu pewne bezprzewodowe urządzenia trzeba zastąpić. Modlę się o to, aby entuzjaści Linuksa przestali wspierać tych, którzy nie chcą wspierać nas. Uderzcie producentów po kieszeni!
Rzeczywiście istnieją układy USB z asortymentu Ralink i Atheros, które działają wspaniale w standardzie 802.11n. Rozmawiałem w przeszłości ze sprzedawcami sprzętu Ralink, takimi jak Edimax, którzy twierdzą, że nie są przeciwni firmowym kluczom sprzętowym dla Linuksa. Potrzebują kogoś z pieniędzmi, kto może to rozkręcić. Osobiście używam kilku takich kluczy. Wszystkie działają znakomicie.
- Przyjęcie techników Windows.
W przeciwieństwie do powszechnego mniemania w kręgach FOSS, technicy systemów Windows to nie diabeł wcielony. Większość z nich stara się po prostu zarobić na życie robiąc to, co uwielbiają. Wykluczenie ich i nieprzedstawienie korzyści płynących z włączenia Linuksa do oferty, stanowi ogromną utraconą szansę.
Czy nie byłoby lepiej, gdyby zamiast ósmy raz w miesiącu usuwać to samo złośliwe oprogramowanie z komputera klienta, mogli po prostu zaproponować Linuksa jako alternatywę? Wydaje się, że obniżyłoby to zaraz ich zarobki, jednak założę się, że odrobiliby straty poprzez nowe referencje.
- Wydzielenie partycji domowej.
Dla zaawansowanego użytkownika, kreator wydzielonej partycji domowej podczas instalacji Linuksa byłby cennym ułatwieniem. Automatyczne utworzenie wydzielonej partycji domowej na podstawie dostępnego miejsca na dysku to olbrzymi atut marketingowy każdego systemu.
To niezbyt wygórowana prośba, czyż nie? Właśnie tak, wydzielona partycja domowa oznacza dodatkową korzyść – rzadszą utratę danych.
- Cofnięcie do poprzedniej wersji systemu.
Poza możliwością utworzenia wydzielonej partycji domowej w czasie instalacji, inną brakującą funkcją jest możliwość powrotu do poprzedniego wydania dystrybucji.
Nie mogę nawet tego wyrazić, jak bardzo taka opcja jest potrzebna. Połączmy ją z opcją tworzenia wydzielonej partycji domowej, a każdy użytkownik Linuksa poczułby się pewniej. Brak takich opcji w standardzie zmniejsza możliwości Linuksa względem pozostałych alternatyw.
- Współgranie z oprogramowaniem własnościowym.
Świadomość, że oprogramowanie o otwartym kodzie oraz oprogramowanie własnościowe musi ze sobą współgrać, szybko stała się przykrą rzeczywistością dla niektórych. Co ja na to? Póki nie jest standardowo instalowane, kogo to obchodzi?
Póki użytkownik musi instalować je samodzielnie, nie przeszkadza to nikomu. Żale pojawiające się za każdym razem, gdy Ubuntu lub inna dystrybucja zbliży się do świata programów własnościowych, niczego nie rozwiążą. No i nie powstrzymało to ludzi od próśb, między innymi o Photoshopa dla Linuksa.
- Wybór przeglądarki przy instalacji.
Możliwość wyboru innej domyślnej przeglądarki w czasie instalacji Linuksa to doskonały kolejny krok. Oczywiście, sensownie byłoby wyposażyć doświadczonego użytkownika w opcje pozwalające ominąć ten element. Jednakże możliwość przejrzenia całego repertuaru przeglądarek zapewniłby nowym użytkownikom natychmiastowe poczucie wolności.
Nie jest to kluczowa funkcja, a raczej coś co chciałbym zobaczyć. Uspokoiłoby to osoby, które w Windowsie używają Chrome’a, a nie wiedzą gdzie go znaleźć w Linuksie.
- Alternatywy dla Microsoft Exchange.
Istnieje pełno open source’owych pakietów kolaboracyjnych, a wygląda na to, że nikt nie używa ich w środowiskach firmowych, w których pracujemy.
Dostosowanie Zimbry czy czegoś podobnego do pracy wraz z prostymi rozwiązaniami OTA to jedna z możliwości. Koniec końców, zbyt wielu z nas czeka na rozsądną alternatywę z Google, która bynajmniej nie istnieje.
- Prawdziwy talent do marketingu.
Widziałem filmy w rodzaju “wypróbuj Linuksa”, które stworzono w ramach różnych konkursów w ciągu 2010 roku. W każdym przypadku uwagę skupiono na elemencie “wolności”, a producenci nie dostrzegli prawdziwych potrzeb użytkowników.
Nie przemawiają one do przeciętnego Kowalskiego. Może by tak skupić się na szybszej instalacji, wolności od płyt ze sterownikami, czy na mniejszej ilości złośliwego oprogramowania na Linuksie?
- Niech żyje LibreOffice!
Znajdźmy sposób na prawdziwe dofinansowanie projektu LibreOffice. Z Oracle poza planem możemy wykorzystać okazję do solidnego przeprojektowania tego pakietu biurowego.
Mimo że możliwość zajęcia się formatowaniem śmietnika w plikach DocX jest poza naszą kontrolą, to fakt, że pakiet wygląda jakby miał 15 lat jest żałosny. Nadajmy mu nową oprawę graficzną i może nawet… trochę koloru. OpenOffice już ma nową nazwę. Nowy wygląd idący w parze z nazwą to najlepszy krok.
- Po prostu bądź Linuksem.
Dystrybucje powinny skupić się na zdroworozsądkowym rozumowaniu. Koncentrujmy się mniej na tym, aby wyglądać jak OS X czy Windows. Skoncentrujmy się na tym, co już działa zamiast wymyślać nowe sposoby na upiększanie.
Pewne delikatne odświeżenie wyglądu jest mile widziane, jednak zarządcy dystrybucji dla pecetów powinni przestać myśleć wyłącznie jak programiści i spojrzeć na rzeczywistą użyteczność tego, co oferują. Czy zamiast trzech kliknięć, można to zrobić łatwiej? A tak dla przyzwoitości, Ubuntu, nie mam na myśli Unity.
Tekst jest tłumaczeniem: Improving The Linux Desktop: 20 Needed Fixes.











